miasto Tanger Maroko podróże

Tanger – miasto na skrzyżowaniu dwóch światów

Czy zdarzyło Ci się kiedyś być w jakimś miejscu po raz pierwszy, ale czuć się tam, jakbyś już je kiedyś widział? Niby jesteś przekonany, że nigdy wcześniej tutaj nie byłeś, a jednak z jakiegoś powodu wszystko, co widzisz, wydaje się dziwnie znajome. Wygląd budynków, położenie ulic, tłumy ludzi, widok na morze (ewentualnie ocean)… I poczucie, że jesteś w mieście, które niezbyt pasuje do innych miast, które widziałeś w tym kraju. Mnie się właśnie coś takiego przydarzyło.

Pierwszym marokańskim miastem, które odwiedziłam, był Tanger, a konkretnie jego stara, bardzo specyficzna część zwana medyną. Musicie wiedzieć, że medyny znajdują się we bardzo wielu arabskich miastach i stanowią swoisty mikroświat. Rządzi się on swoimi prawami i wyglądem niewiele przypomina świat zewnętrzny. Niegdyś będące po prostu otoczonymi murem miastami u początku rozwoju cywilizacyjnego, obecnie medyny są starymi dzielnicami o bardzo bogatej historii. Niektóre nawet znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie będę się tu jednak rozwodzić na ich temat – poświęcony zostanie temu oddzielny wpis. Dość jeszcze tylko powiedzieć, że charakteryzują się plątaniną niesamowicie wąskich uliczek i są gęsto zabudowane wysokimi budynkami. Będąc tam po raz pierwszy, przeżyłam spory szok. Gdy więc postanowiliśmy z Robertem zobaczyć, jak wygląda zwyczajny Tanger, odetchnęłam nieco z ulgą i… przeżyłam z kolei déjà vu.

Tanger jest jednym z najstarszych marokańskich miast i ma bardzo ciekawą historię, jednak z powodu braku słynnych zabytków traktowany jest bardziej jako stacja przesiadkowa do podróży w głąb kraju. Wydawać by się więc mogło, że jego atrakcyjność zależy od dobrego połączenia kolejowego z Rabatem czy Fezem, a także od tanich linii lotniczych, które mają z nim połączenia. Moim zdaniem jest to trochę krzywdzące, bo choć Tanger nie jest tak piękny jak chociażby wspomniany Fez, to warto poświęcić mu chociaż dwa dni spacerowania i odkryć coś niesamowicie fascynującego.

Na styku Afryki i Europy

Niesamowitość tego miasta zaczyna się już w jego nazwie, według mitów pochodzącej od imienia córki Atlasa, Tingis. Przede wszystkim jednak pochodzi ona od semickiego słowa „tigisis” oznaczającego port, co jest o tyle ciekawe, że Tanger jest właśnie miastem portowym. Z tarasu przy hotelu Continental w medynie roztacza się wspaniały widok na ogromny port, po zmroku robiący podwójne wrażenie. Opuściwszy medynę warto też pójść wzdłuż brzegu, by nacieszyć oko potężnym obszarem przemysłowym i stacją dla promów kursujących między Tangerem a hiszpańską Tarifą. Można też poobserwować widoczną w oddali Europę. Widok na nią rozciąga się z każdego miejsca na biegnącym wzdłuż portowego brzegu deptaku. Spacer po nim lub zejście na plażę są całkiem przyjemne, polecam relaks na ławeczce, ale prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero po wkroczeniu w głąb miasta. Chodźmy!

Skręciwszy w pierwszą lepszą ulicę, która odchodzi od szerokiej przyportowej jezdni (Alei Mohameda VI), trzeba być przygotowanym na nieco wysiłku. Tanger to miasto położone na dość górzystym terenie. Ulice często są dość strome i raz biegną w górę, by zaraz mocno opaść, dlatego wędrowanie nimi może skończyć się lekką zadyszką 😉 Między jednym a drugim łapczywym oddechem warto się rozglądać, bo choć na pierwszy rzut oka mijane budynki nie wydadzą się specjalnie interesujące, szybko staną się… znajome. Tak, dokładnie takie. Chodząc tak bez planu i przyglądając się blokom mieszkalnym, zdałam sobie sprawę, że już gdzieś widziałam te proste geometryczne bryły z jasnego kamienia, czasem przyozdobione kolorowym elementem na balkonach. Obramowania okien nie były wycięte w charakterystyczne dla arabskiej architektury półkoliste, lekko spiczaste daszki, ale były zupełnie przeciętnie kwadratowe. Europejskie. Czy już coś Wam to przypomina?

Europejskie czy arabskie?

Tanger jest miastem, na którego historii bardzo wyraźne piętno odcisnęli Portugalczycy i Brytyjczycy, ale przede wszystkim Hiszpanie i Francuzi. Wpływ tych ostatnich widać przede wszystkim właśnie w prostej architekturze mieszkalnej w duchu Le Corbusiera, która bardzo mocno kojarzy się z wyglądem… Marsylii. To nie jedyne skojarzenie. Oba miasta są portami i ważnymi ośrodkami handlowymi swoich krajów. Oba także położone są na dość górzystym terenie i mają bogactwo wijących się na różnych wysokościach ulic. To tylko luźne skojarzenie, ale trasa z położonej dość wysoko medyny do portu przypomina strome zejście z marsylskiego dworca kolejowego. Biegnąca od niego długa ulica również prowadzi do portu i od niej rozgałęziają się ścieżki wiodące głębiej w serce Marsylii.

Nie bez znaczenia pozostaje też układ obu metropolii skupionych wokół portów właśnie, które wyznaczają ich centralny punkt. Tak jakby i Tanger, i Marsylia otaczały je swoimi ramionami. I jeszcze jedno – francuski port ma wiele wpływów arabskich (głównie ze względu na niegdyś skolonizowaną przez Francuzów Algierię). Są one wyraźne zwłaszcza w jednym z symboli Marsylii – położonej na wzgórzu neobizantyjskiej bazylice Notre Dame de la Garde, zaprojektowanej przez Henri-Jacques’a Espérandieu. A także w usytuowanej w dzielnicy La Joliette romańskiej katedrze Sainte-Marie-Majeure, zniszczonej w latach 50. XIX wieku i odbudowanej w neobizantyjskim stylu również według projektu Espérandieu.

Już gdy byłam kilka lat temu w Marsylii, nasunęło mi się pytanie, czy wciąż można mówić o niej jako o europejskim mieście. A może wpływy arabskie, spowodowane także dużym napływem imigrantów, są zbyt duże, by móc je tak określić? Spacerując po Tangerze, miałam podobne odczucia. Czy to cały czas arabskie miasto, czy jednak ma bardziej europejską twarz? Czyj zasięg jest w nim większy? A może należałoby zadać sobie inne pytanie: czy w ogóle któreś z nich da się opisać jako po prostu europejskie albo po prostu arabskie? A jeśli nie, to czym się stały? Jaka jest ich tożsamość?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Cudowne klimaty, choć trochę osiedlowe chciałoby się rzec 😉

    • To prawda, ale gdy człowiek zacznie się zastanawiać nad tych zderzeniem Europy i świata arabskiego, to nawet „osiedlowość” robi inne wrażenie 🙂