medyna w Salé

Medyna – dusza marokańskich miast, cz. 2

Czas na ciąg dalszy spaceru po medynie w Salé. Byliśmy już w Wielkim Meczecie i medresie Bou Inania, ale mam Wam jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Będzie też coś o piratach, tak jak obiecałam.

Pamięć i historia

Wielki Meczet i medresa to nie jedyne odnoszące do przeszłości Maroka elementy, jakie można spotkać w Salé. Medyna otoczona jest bowiem murami, które prowadzą aż do starego fortu. Robią ogromne wrażenie, a jeszcze większe robi sam fort. Borj Adoumoue (Bastion Łez), zwany także Borj Sidi Benacher, został wybudowany w 1261 roku przez marynidzkiego sułtana Abu Yusufa Yaquba ben Abd al-Haqqa i został polecony opiece marabuta Sidi Benachera, który jest uważany obecnie za jednego z muzułmańskich świętych (stąd druga nazwa fortyfikacji). Po licznych przebudowach w XVIII i XIX wieku został w pełni ufortyfikowany i wyposażony w liczne armaty, a w piwnicach wybudowano więzienie. Obecnie zarówno fort, jak i więzienie są tylko zabytkami.

Jako ciekawostkę dodam, że cztery lata temu Amerykanie kręcili w tymże więzieniu jakiś film (niestety nasz przewodnik nie znał tytułu) i na tę potrzebę je odrestaurowali. Jednak szybko potem wróciło do swojego pierwotnego wyglądu z powodu potężnych sztormów. Fale oceanu potrafią być tak duże, że wdzierają się do fortecznych piwnic – na ziemi jest dużo piasku i pokruszonych muszelek. Do fortu niestety nie da się wejść bez przewodnika.

Naokoło obronnych fortyfikacji rozciąga się z kolei ogromny cmentarz muzułmański, który, jak twierdził nasz towarzysz, na rozkaz króla został częściowo przeniesiony. Powodami miały być rozwój miasta i panujące w całym kraju różnego rodzaju prace rewitalizacyjne, m.in. odrestaurowanie wszystkich mauzoleów. Są to miejsca pochówku świętych muzułmanów i jednocześnie kaplice ku ich czci, gdzie można pomodlić się w konkretnej intencji. Stojące pośrodku tego wielkiego cmentarza mauzoleum poświęcone jest Sidi Ibn Achirowi zwanemu „at-Taleb”, czyli uzdrowiciel. Ta potężna przestrzeń z nagrobkami zajmuje około 1km2 i przypomina o czasach świetności miasta, którego medyna złoty wiek przeżywała w okresie panowania Marynidów, a później była Republiką Salé.

Otóż w XVII wieku Salé, główny wówczas port Maroka, było schronieniem wielu uciekinierów z Hiszpanii, centrum życia intelektualnego i artystycznego, a także ważnym punktem handlowym. Nic więc dziwnego, że szybko zainteresowali się nim piraci. Tak, tak! Co więcej, piraci (berberscy korsarze) podporządkowali sobie miasto i ogłosili jego niepodległość w stosunku do władzy sułtana. Dokładnie mówiąc, stało się to w 1619 roku. Wbrew pozorom te samozwańcze rządy piratów wyszły Salé na dobre, ponieważ splądrowane dobra przyczyniły się do jeszcze większego rozwoju miasta i wysokiego poziomu życia mieszkańców. W 1627 roku państewko połączyło się z leżącym po drugiej stronie rzeki Wadi Bu Rakrak Rabatem tworząc Republikę Bu Rakrak. Przetrwała do 1666 roku, gdy władzę przejęli Alawici (do dziś panująca w Maroku dynastia), którzy rozpoczęli odbudowę władzy centralnej.

Cisza i spokój

Oczywiście nie samą historią Salé (i jego medyna) żyje, choć jest zdecydowanie w cieniu Rabatu. Zdaniem naszego przewodnika jest to wręcz „medyna Rabatu”, gdzie turyści tylko nocują, a potem pędzą do stolicy kraju. Moim zdaniem jest to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące dla tego pięknego miasta. Zachwyca ono bowiem nie tylko słynnymi zabytkami, ale przede wszystkim spokojem. W żadnym innym marokańskim mieście nie czułam się tak wspaniale. Włóczenie się uliczkami medyny, gdzie absolutnie nikt cię nie zaczepia i dla nikogo nie stanowisz nadzwyczajnego widoku, to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie wspominam. Nawet w sukach nikt do nas nie krzyczał Good price, my friend! Wanna come? i nie próbował namówić na kupno towarów oczywiście high quality. Taka jest specyfika marokańskich targowisk w turystycznych miastach – gdy sprzedawcy zauważą turystę, natychmiast go zagadują. Naprawdę ciężko jest nie zwrócić na siebie uwagi, nawet jeśli się tylko zwyczajnie idzie.

W Salé jest zupełnie inaczej. I choć wiele nerwów kosztowało mnie odważenie się, żeby robić zdjęcia w sukach (dużo naczytałam się, że Marokańczycy nie lubią, jak im się robi zdjęcia bez pytania, a wstydziłam się kogokolwiek zapytać), ostatecznie się przemogłam. Wystarczyło po prostu chamsko nie świecić komuś obiektywem prosto w twarz. Nasz przewodnik pokazał nam mnóstwo targowych zaułków, które zachwycały wielością barw, kształtów i zapachów. Do ciekawych rzeczy należała zadaszona część handlowa, czyli dość nietypowy widok. Większość suków, przynajmniej te przez nas odwiedzone, jest odkrytych, tj. każdy sprzedawca ma swój sklepik, a część towaru wystawia na niezadaszoną ulicę. Tam było inaczej. Zachwyciło mnie to zadaszenie – drewniany dach pełen ażurowych zdobień, a gdzieniegdzie kolorowe witraże z podwieszonymi lampami. Pomyślcie, jak wspaniale wygląda korytarz, gdy słońce pada akurat na taki dach!

Codzienne życie

Handel to jedno. Medyna i codzienne życie jej mieszkańców jest jednak skupione wokół czegoś innego. To pięć elementów: szkoła, piekarnia, fontanna (źródełko), hammam (łaźnia) i meczet. Gdy się przyjrzymy, dostrzeżemy, że wszystkie te pięć miejsc zazwyczaj jest w niewielkiej odległości od siebie. Co więcej, łączy się to bezpośrednio z trzema najważniejszymi dla muzułmanina rzeczami, a które odzwierciedlają zawsze minarety. Gdy uważnie im się przypatrzymy, zauważymy, że na swoim czubku mają zawsze tzw. jamour, czyli trzy kule będące symbolami życia. Odzwierciedlają wodę, mąkę i sól, czyli składniki chleba – podstawowego posiłku człowieka. Czasem zdarza się, że będzie to tylko jedna kula – wtedy oznaczać będzie wodę, bez której żaden organizm żywy nie przetrwa.

Pomimo trudnej sytuacji (przewodnik zdradził nam, że jest duży problem z pracą i sam chwyta się każdego zajęcia) mieszkańcy Salé jakoś sobie radzą (zwłaszcza ci posiadający miejsca noclegowe dla turystów). Łączą się w kooperatywy, które zapewniają różnego rodzaju produkty określonym grupom osób. Na przykład jedna taka kooperatywa obsługuje wyłącznie mieszkańców kilku pobliskich ulic, a wokół innej organizuje się inna część medyny itd. Ktoś więc wypieka chleb, ktoś inny tka… Medyna w Salé tętni życiem!

PS. Gdy już zapłaciliśmy przewodnikowi, poszliśmy oczywiście na plażę. Wiecie, ile tam jest muszelek?! Chyba nie muszę dodawać, że nie mogłam przestać zatrzymywać się co dwa kroki 😉 A poza tym z brzegu rzeki jest fantastyczny widok na Rabat. Naprawdę kocham Salé!

Zapisz

Zapisz

  • Maroko mamy ciągle na celowniku, ale jeszcze nie udało nam się dotrzeć.

  • Ola

    Widoki wyglądają wspaniale! Nie wiem jak to się stało, ale po dzisiejszy dzień tam mnie nie było :/
    Pozdrawiam,
    http://podstawyfrancuskiego.pl