filmy na dzień dziecka

10 najfajniejszych filmów na Dzień Dziecka

Dziś świętujemy, że wszystko jest możliwe. Z tej okazji przygotowałam zestawienie filmów na Dzień Dziecka właśnie, które miło będzie obejrzeć z naszymi pociechami, młodszym rodzeństwem, ale też samemu lub w towarzystwie bliskiej osoby. Każdy tytuł niesie ze sobą inne przesłanie i emocje, dlatego każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Każdy też prowokuje do rozmowy z dzieckiem lub odnosi nad do czasów, kiedy świat traktowaliśmy jak trochę magiczne miejsce pełne fantastycznych krain. W każdej z nich czekała na nas przygoda. Dlaczego by więc nie przeżyć kolejnej?

„Spirited Away: W krainie bogów” + „Mój sąsiad Totoro”

Na pierwszy ogień idą dwie japońskie animacje wyreżyserowane przez legendę tamtejszego kina, Hayao Miyazakiego. „Spirited Away” to mój ulubiony film tego twórcy i ulubiony film tak w ogóle. Opowiada o małej dziewczynce, Chihiro, która wraz z rodzicami zatrzymała się w tajemniczym, opuszczony miasteczku. I okazało się, że żyją tam różne bóstwa i inne dziwne istoty, które przemieniają ludzi w świnie i pożerają. Ten sam los miał spotkać też jej rodziców. Przygody, które bohaterka przeżywa, by ich uratować, są po części spełnieniem snów każdego dziecka. a trochę przyspieszonym kursem dorosłości i poznania jej trudów. Wspaniale narysowana i zaanimowana historia uczy o pięknie przyjaźni (Chihiro spotyka chłopca-smoka, który jej pomaga) i tym, jak ważna jest rodzina.

Te same tematy porusza „Mój sąsiad Totoro”, z naciskiem przede wszystkim na przyjaźń. Film przedstawia beztroskie losy dwóch sióstr, Satsuki i Mei, które wraz z tatą przeprowadzają się na wieś. Choć Miyazaki zwraca uwagę na ciepłą relację dziewczynek i ich ojca, to jednak w centrum stawia wielkie puchate stworzenie, zamieszkujące drzewo kamforowe, które rośnie w pobliżu ich domu. Satsuki i Mei spotykają tytułowego Totoro, podążając za małymi czarnymi stworzonkami zwanymi tutaj Kurzykami (te same, które w „Spirited Away” były węglowymi kuleczkami; ich japońska nazwa to susuwatari). Szybko staje się on ich przyjacielem, towarzyszem zabaw i opiekunem, uzupełniając w ten sposób brak mamy dziewczynek, która przebywa w szpitalu. W ten sposób Miyazaki pokazuje nie tylko siłę wyobraźni, która pomaga dzieciom przezwyciężyć wiele spraw, ale też istotę relacji, które nawiązujemy w życiu.

„Sekret księgi z Kells” + „Sekrety morza”

„Sekret księgi z Kells” w reżyserii Tomma Moora to baśń zanurzona w celtyckich wierzeniach, średniowiecznych opowieści i magii przyrody, która zachwyca zarówno oprawą graficzną, jak i mądrą treścią. Oto historia 12-letniego mnicha Brendana, który otrzymuje niezwykłe zadanie – dokończenie starożytnego manuskryptu iluminowanego przez celtyckich mnichów. Chodzi oczywiście o tytułową księgę z Kells, której ukończenie będzie wymagało od chłopca wyruszenia w podróż pełną przygód i niebezpieczeństw. Pozna w jej trakcie także potęgę przyjaźni i zaufania, odkryje wiele sekretów i dowie się sporo o samym sobie. To wszystko podane w tradycyjnej formie baśni z uniwersalnym morałem, której dodatkową siłą jest olśniewająca grafika.

Podobną konstrukcję ma drugi film Moore’a, czyli „Sekrety morza”. Opowiada on o 6-letniej Sirszy, która zabierając bratu muszlę (dawny prezent od nieobecnej już matki) i znajdując tajemniczy płaszcz, z którymi wyruszy w podróż, by dowiedzieć się, kim jest i co się stało z ich mamą. Reżyser stawia nacisk na to, że osiągnięcie dorosłości zawsze jest drogą pełną przygód, nierzadko niebezpiecznych, a najważniejszą jest poznanie samego siebie. To także wielka pochwała rodzina, bez której człowiek staje się samotny i zagubiony – zwłaszcza będąc dzieckiem. „Sekrety morza” prowokują wiele zasadnych pytań i dostarczają szczerych wzruszeń – znów w zachwycającej oprawie graficznej.

„Munio: Strażnik Księżyca”

Klasyczny przykład historii „od zera do bohatera”. Znane i lubiane, co? Historia jest prosta. Raz na jakiś czas wybierani są nowy strażnicy Słońca i Księżyca, zwykle będący uczniami poprzednich, ale tym razem dzieje się inaczej. Ku zdumieniu mieszkańców świata dziennego i nocnego opiekunem Księżyca zostaje beztroski i trochę niezdarny Munio, nie następca strażnika. Munio nie ma pojęcia o tym, jak ma się Księżycem zajmować i razem z obrońcą Słońca dbać o równowagę świata. To oczywiście przysporzy im obu sporo kłopotów, harmonia świata zostanie zachwiana, pojawi się groźny przeciwnik i trzeba będzie stawić temu wszystkiemu czoła. Jak widać, opowieść jest bardzo klasyczna, ale jej atutem jest zjawiskowa grafika. Świetnie poprowadzona historia z bohaterami, do których nie sposób się nie przywiązać, w dodatku tak pięknie zaanimowana to nie lada gratka dla każdego widza.

„Hoshi o Ou Kodomo”

Anglojęzyczny, międzynarodowy tytuł brzmi „Children Who Chase Lost Voices”, niestety nie ma oficjalnego polskiego. Jest to animacja japońskiego twórcy Makoto Shinkaia, jedyna w jego dorobku stricte dla dzieci. To kolejna historia podróży, podczas której bohaterka zmierzy się z wieloma przeciwnościami i doceni wartość przyjaźni. Zrozumie też, jak niełatwo jest pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego, gdy pozna historię towarzyszącego jej nauczyciela. Motywem przewodnim opowieści jest magiczny kryształ, będący pamiątką dziewczyny po dawnym tajemniczym przyjacielu, którego postanawia odszukać. Oczywiście trafi w ten sposób do magicznej krainy i będzie musiała zweryfikować swoją wiedzę na temat świata i samej siebie. Shinkai garściami czerpie tu z Miyazakiego (zwłaszcza jego filmu „Laputa – podniebny zamek”, też polecam), ale jest mniej dosłowny. Również graficznie „Children Who Chase Lost Voices” są znacznie lepsze od „Laputy”, ale to ze względu na dzielące je 25 lat. Nie da się jednak ukryć, że wszystkie produkcje Shinkaia – ta również – mają wspaniałą oprawę wizualną, która tylko podkreśla ważkość historii. Nie zapomnicie tego tak łatwo 😉

„Wilcze dzieci”

Myślę, że próżno szukać filmu (a już na pewno animacji), która by w tak piękny, mądry i nienachalny sposób opowiadała o macierzyństwie. A przy okazji pokazywała, że inność jest wartością i nie należy się jej wstydzić ani nią pogardzać. Bohaterami „Wilczych dzieci” jest młoda kobieta, która niegdyś poślubiła wilkołaka, i ich dwoje niesfornych dzieci. Po śmierci męża przeprowadza się z nimi na wieś licząc, że będzie im tak łatwiej. Oczywiście okazuje się to nie takie znowu oczywiste, pełno jest bowiem ciekawskich sąsiedzkich spojrzeń, a maluchy o wilczych temperamencie trudno okiełznać. A poza tym po prostu trudno jest być samotną matką. Japoński reżyser Mamoru Hosoda nie skupia się jednak na problemach, tylko pokazuje, że gdy ludzie się kochają i troszczą o siebie – zwłaszcza w rodzinie – wszystkie troski można wspólnie pokonać. To film, którym fajnie jest zrobić mamie niespodziankę, ale też przypomnieć sobie, ile mama dla nas zrobiła i na pewno wciąż robi.

„Kochankowie z Księżyca”

Kto w dzieciństwie chciał uciec z domu (najlepiej do lasu) i przeżyć przygodę niczym Indiana Jones? Albo mieć domek na drzewie i bawić się w kowbojów i Indian? Ręka w górę! Dla Was jest ten film. Zakochani w sobie nastolatkowie Sam i Suzy uciekają z domów, by żyć razem z dala od zakazów i nakazów rodziców. Przeżywają też prawdziwą leśną przygodę, tropieni przez… skautów. Wes Anderson, baczny obserwator i przyjaciel dzieci, dobrze wie, jak pokazać fascynacje i pragnienia nastoletnich lat. Miłosne uniesienia jak pierwszy pocałunek, dreszczyk emocji związany z ucieczką i pościgiem, włóczenie się po lesie… To dopiero jest przygoda!

„Bestie z południowych krain”

Natura potrafi być dla człowieka okrutna i w jednym chwili zamienić jego życie w ciągłą walkę o przetrwanie. Oto świat po wielkiej powodzi, która rozbudziła z tysiącletniego snu groźne bestie. Grupa ocalałych ludzi, kryjąca się na resztkach lądu, szykuje się do walki z nimi. Okazuje się jednak, że to nie bronią należy „walczyć”, ale miłością. Doskonale to rozumie główna bohaterka filmu, która ma wyjątkowy dar i może kontaktować się ze światem przyrody. Na tle opowieści o katastrofie reżyser Benh Zeitlin mówi o sile empatii i o tym, że natura (a wraz z nią zapomniana magia) mogą współistnieć z człowiekiem, jeśli ten ją szanuje. To także przedstawienie ogromnej wrażliwości dziecka i wzruszającej relacji z ojcem. Film, który trudno zapomnieć.

„Billy Elliot”

Film o tym, że zawsze warto podążać za marzeniami, choćby były najbardziej szalone. I choćby wszyscy naokoło nie wierzyli w nas mówiąc, że mamy głupie pomysły. Warto wtedy się nie poddawać i zrobić im na przekór. Jak tytułowy bohater filmu Stephena Daldry’ego. 11-letni Billy pochodzi z górniczej rodziny, gdzie nie mówi się o sztuce i nie uważa się jej za prawdziwą pracę. Tymczasem chłopiec bardzo pragnie zostać tancerzem w Królewskiej Akademii Tańca i w każdej wolnej chwili sobie podryguje i podskakuje. Właśnie te sceny, kiedy Billy w nieskrępowany sposób daje upust energii i pasji są w filmie najpiękniejsze. „Billy Elliot” to jeden z moich ulubionych filmów o tym, że wspaniale jest marzyć, a jeszcze lepiej – spełniać je.

A Wy jakie filmy polecilibyście na Dzień Dziecka?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Spirited Away oglądałam w kółko przez pewien czas, tak bardzo lubię ten film. Z resztą dzięki niemu wkręciłam się z pozostałe filmy anime Hayao Miyazaki 🙂 Również Son of the Sea jest przepiękną historią. Kochankowie księżyca ostatnio odświeżałam sobie ten film, ach świetna lista! 🙂

    • Ale super, cieszę się bardzo, że Ci się lista podoba! 🙂 „Spirited Away” to mój ulubiony film Miyazakiego, jest absolutnie cudowny. Z Japończyków bardzo Ci polecam wspomnianych Mamoru Hosodę i Makoto Shinkaia. Na pewno też będą wracać przy okazji innych moich filmowych zestawień 🙂 NA „Song of the Sea” płakałam jak bóbr 😀 A z kolei „Kochankowie z księżyca” są mi bliskie, bo przypominają nastoletnie czasy. Zresztą z każdym z tych filmów mam silne wspomnienia 🙂

  • Bardzo ciekawe zestawienie, zapisałam sobie kilka tytułów, zwłaszcza „Wilcze dzieci” mnie interesują. Przypomniałam sobie, że „Billy’ego Elliota” mam na DVD;-)

    • Daj znać, jak wrażenia z „Wilczych dzieci” 🙂 „Billy Elliot” to jeden z najbliższych mi filmów ever, bo choć nie oglądałam go za dzieciaka, to wywarł na mnie ogromne wrażenie. Właśnie siłą podążania za marzeniami 🙂 Polecam!

  • Natalia K

    Super post!! zaraz siadam i oglądam 🙂 większości nie widziałam, ale nadrobię braki 🙂
    bardzo fajnie, że są to bajki niezwykłe, i nie takie, które są puszczane co święta w TC, tylko takie piękne <3

    • Ale się cieszę!!! Naprawdę 🙂 Koniecznie daj znać, jak już chociaż część obejrzysz, jakie masz wrażenia 🙂 Uważam, że jak już coś polecać, to też mniej znanego, a o ogromnej wartości 🙂 Bo oczywiście mogłabym wymienić wiele tytułów Disneya, Pixara czy DreamWorks, tylko po co 🙂

  • Alicja Mróz

    Super lista, ale z jednym nie mogę się zgodzić. „Spirited Away” nie jest bajką dla dzieci!!! 😀

    • Dla starszych, np. nastolatków jest, a zawsze można obejrzeć będąc starszym, np. z przyjaciółmi 🙂

  • wow! piękne zestawienie. koniecznie zerknę na „Munio, strażnika Księżyca”. No i Billy Elliot – sama bardzo dawno go oglądałam i może będzie czas w wakacje, żeby pokazać go 8-letniej Córce, która uwielbia taniec 🙂 fajnie tu u Ciebie, będę zaglądać częściej 🙂

    • Bardzo się cieszę i dziękuję! 🙂 Koniecznie daj znać, jak obejrzyjcie Billiego razem z Córką 🙂 I Munia też gorąco polecam, jest zachwycający wizualnie i można potem fajnie porozmawiać z Córką 🙂 Dziękuję raz jeszcze za przemiłe i budujące słowa 🙂

  • Fajne zestawienie! Np. „Munio: Strażnik Księżyca” nie znałam, będę musiała nadrobić! 🙂

  • Dzieckiem już nie jestem, ale uwielbiam bajki i filmy familijne <3 Nie znam żadnego z nich, ale na pewno to nadrobię!